Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 746 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lata płyną..czyli kolejne urodziny za chwilę

czwartek, 31 lipca 2014 13:01

Zawsze nachodzą mnie jakieś takie dziwne myśli gdy zbliża się 1 sierpnia... Czas moich urodzin... Wspominam te dobre i złe chwile... Wprawdzie od kilku lat prawie nie organizuję żadnych przyjęć, bo nie lubie imprez "okolicznościowych"... Niestety tak mam od dawna. Chyba najfajniejszą moją imprezą była 30stka...wspominam ją z rozrzewnieniem....( w tle Wyclef jean i Mary J Blidge...i Blur

Większość tamtych urodzin była dosyć "wesoła"...lało się mnóstwo wina zazwyczaj bo lato temu sprzyjało i imprezy były zazwyczaj w plenerze tzn w ogrodzie, muzyka grzmiała z okna, zawsze szalone kawałki ze świetnych kolumn... muszę przyznać mojemu eks mężowi, że był w tym świetny...tzn w znaniu się na dobrych kolumnach.

Kolejne urodziny mijały czasami bardziej czasami mniej wesoło. Zazwyczaj upalnie. Przyjaciele odchodzili gdzieś z czasem..rozjeżdżali się po świecie, rodzina została gdzieś za daleko by piec torty ( lub kupować)... bo nie miał kto ich jeść a udawane garden party  wszystkich odstraszało...bo nie było alkoholu...starałam się ...ale późnej mi przeszła chęć organizować tę farsę,  coś co mnie tylko stresuje i wściekałam  się na samą myśl o gościach i tych przygotowaniach...

Pewne urodziny, które powinny być huczne i szalone przepiłam sama, bo tak własnie chciałam. Nie wiem, czy to było najlepsze wyjście, ale wtedy tak własnie czułam. Jakaś chandra przemijających lat? może tak. Zakręt w życiu?

Potem już jakoś te urodziny były całkiem fajne, nie huczne, raczej kameralne, bez pompy, wódy itd... 

te jutrzejsze będą przyjemne. Tak sądzę. ...

Może każde kolejne też?

I z pewnością też z fajną muzyką w tle...

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Kiedy znajdę się tam

piątek, 25 lipca 2014 14:26

Tak ją kochałam, Przyjaciółka.......z mych lat tych najwspanialszych. Aneta....

Piękna, wysoka , długonoga i z jasnymi zielonymi oczami. Była nieziemska, jak szła i się uśmiechała j nikłam... Kochałyśmy się w tym samym facecie, i nie pokłócił nas.......On nie kochał ani mnie ani jej. 

Ona modelka, niezwykła, choć zwariowana,....Mogła zabrać tyle z tego świata.... odeszła.. za szybko. Tamtego dnia jechali za szybko, Radek  zwariował, Anett umarła.... wypadła dachem.... na tej pieknej przełęczy.....

teraz co rok jestem na jej grobie, przy drodze do Szczyrku w  Mesznej

Kocham ją jak siostrę  której nie miałysmy obie. 

Bardzo mi jej brak, była niezwykła, szalona, piekna, zwariowana....

Jak całe nasze źycie. 

Jak koncerty, kabarety, jak burze i upalne dni. Jak praca, i jej brak. Umarła tak nagle. Mogłam z nią. Nie wiem dlaczego tak mnie to boli po tylu latach. Wciąż o niej myślę. To dziwne

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wczoraj tam, dziś tu, jutro ??

poniedziałek, 21 lipca 2014 23:55

Wyleciała jak stała...z niewielkim plecakiem.  Miał na nią czekać stary kumpel z dawnych czasow, Bezpieczny . I doleciała na piękną wyspę na Oceanie. Pili sycylijską kawę, jedli śniadania w knajpkach za rogiem... to jak na filmie - myślała... jak to ? nikt tu nie je śniadań w domach? wszyscy w kawiarniach? czytając gazety i pijac litry rożnych kaw?...a klimat zezwala na to by wpadać tu nawet w hmmm prawie w piżamach...

Potem zaczynał się dzień pracy... na rowerach pomykały śliczne kobiety w kostiumach i ,,,,adidasach, o panach przyprószonych siwizną nie wspomnę... wszyscy elegancko...na rowerkach w adidasach...znikali za szklanymi drzwiami wielkich grafitowych biurowców z ciemnymi szybami...Trusty....

Ona była gdzieś tam pomiędzy szarymi ale obserwowała to co tam jest najważniejsze. Hierarchia tych myszy. Nie bylo szans by mloda mysz wcześniej zjadla ser. 

Bez szans. Wiek i doświadczenie było najważniejsze. Nieważne było, że szybciej wchodzisz po schodach, bo młoda mysz wbiega szybciej, ale popełnia więcej błędów niż starsza doświadczona...

Tam to było widoczne...

===============

zobaczyłam to , poczułam tą sprawiedliwość...u nas niewidoczną zupełnie...

 

I nie ważne już jest to że oglądałam przypływy z butelką bourbona w tle, że godzinami rozmawiałam z różnymi ludzmi na plaży, ( dzieki temu mój angielski zrobił się szkocki, irlandzki etc), nie ważne że siadywałam na ławce z ludzmi o różnych orientacjach....-to pomogło mi się odnaleźć w normalnym świecie heheh,

Poznawanie świata jest ważne, ja zaczynam odczuwać radość, że wciąż mam siłę to robić mimo wszystko....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Choroba czy?

wtorek, 15 lipca 2014 11:47

Nie będzie o sercu, tylko o nogach...Siniaki które są od kilku dni ....pojawiły się nagle i choc nie obijam się juz o "sciany"...to wzieły się ot tak. na nogach, na ramieniu ...wyglada to jak ktoś by mnie bił..Heparyna nie pomaga, ..no fakt, że znów mało jem i znów znikłam nieco ...choć Niedzwiedz robi pyszną jajecznicę, i prawie mnie karmi, jesli nie chcę wziać widelca, czy łyzki...

Martwię się tylko własnie tym, ze cos się dzieje, tak nie lubię chodzić do lekarza, ale jak tak dalej będzie to trzeba isć i zapytać...bo nie mogę nosic spodni i bardzo długich ( choc lubię) spódnic... caly czas.

Do tego jakieś odrętwienie, cisnienie znów szaleje, jestem jakaś zamulona.

Witaminy nie pomagają, pyłek pszczeli tez... czuję, ze muszę znów porządnie zacząć jesc, słuchac muzyki, i nie płynąć z rzeką, która wbiła mnie w swój nurt.

Bo utonę i nawet Miś mnie nie uratuje.

Miś mam nadzieję, ze sprawi iz wyjdę z tego marazmu. Wczoraj powiedział, ze bedzie przytulał do końca życia...tylko mam mu pozwolić być na zawsze. Na razie spadają mi obrączki z palców, bransoletki z dłoni.... nie wiem skąd to "niejedzenie".... skad te sińce.... bo gdy jestem z nim, to jem , a jak sama to nic przez kilka dni... tylko woda...

Musi mnie zabrać... bo mam wrażenie, że jak jeszcze raz zobaczę w łazience jakieś rzeczy od Niebieskiego to chyba zwariuję. Teraz juz go nie będzie, i łazienka wysprzątana... żadnych gillette, szczoteczki do zębów... nic. Numer skasowany.

Nie jestem ani jego księżniczką, ani on moim księciem, choć trafił mnie bardzo głeboko czymś co trudno wydobyć... jak drzazga, jak te siniaki, których nie mogę sie pozbyc. I choć byłby facetem mojego zycia, to nie bedzie. i choc jestem wytatuowana jego calym ciałem, słowami, jego oczami, i kochałabym jego już troszke siwe slicznie obcięte włosy, i że wciąż pamietam jak spał ... i rano wychodzil całując mnie na pozegnanie.. i nadal mam kwiaty od niego, i w ogrodzie tuję, którą zasadził...Nigdy nie damy rady, i ja już nie chcę próbowac, choć nigdy go nie zapomnę, bo wiem, ze nie będę jego "maluszkiem", cocinellą, nigdy nie będę dla niego kims najwazniejszym, bo ma pogięte w głowie, szuka czegoś czego nie znajdzie, będzie dryfował i zatonie kiedyś.
Gdy ostatnio rozmawialismy, to  znów zachowywał się jakby nic się nie stało...Nie moge poddawać takim manipulacjom.

Przypomina mi się czas tzw małolactwa...gdy był facet, który zabierał mnie prawie do nieba, najprzystojniejszy na świecie... miał piękne czarne włosy...oczywiscie wysoki...ja 18 on 21 lat... i niestety zakochałam sie jak wariatka.. on przyjeżdzal do mnie do domu rano, ja na wagarach...i słuchalismy płyt, ...potem w nocnych klubach się odnajdywalismy...i okazało się, że ma zonę i małe dziecko... ( jak to w tamtych czasach)... bajka się skonczyła, choć miłość nie.... nie chciałam już, ale wariowałam jak się spotkalismy... do dziś mam piękną bransoletę od niego... a to już 20 lat minęło...Nie wiem co się z nim dzieje, nigdy go nie widzialam od tamtego czasu...

więc teraz nie chcę Niebieskich, choc zawsze mówię, ze na wspomnienia trzeba sobie zapracować, bo co będzie wtedy gdy nie zrobimy czegoś na co kiedyś będzie za późno?

Nie ma sensu niczego żałowac, każda rzecz, która nam się przydarza jest w jakimś celu.

Picie jest złe, ale czasami powodowało takie niezwykłe stany umysłu, nie wiem  jak to wyrazić, każde słowo po angielsku, po wlosku przypominalo mi się w momencie, mowiłam idealnie... ale czasami tęsknię trochę ... pojawia się tzw dziwny żal po stracie. Nie chcę tam wracać

Wolę teraz słuchać Kazika, Biagio, czy Fisha i ACDC i znikać jesli mam ochotę w Lily Allen, i na rowerek..no i jeszcze Maklakiewicz ze swoimi filmami... 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Faceci, i nawroty

wtorek, 15 lipca 2014 1:05

To niezwykłe. Wróciłam do domu, zachłyśnięta tym co sie dzieje, troszkę zagubiona w rzeczywistości, jakieś rozwalone mysli, które wróciły do normy.

Zadzwonił mój Przyjaciel, z tzw środowiska. Jest mi bardzo bliski. Kiedyś wydarzyło się coś między nami... i wiem że mogłoby się to znów zdarzyc gdybym pozwolila,,, nawet dzisiaj...bo chciał wpasć na maliny...

Ale pilnuję go. Bo go bardzo bardzo lubię, a ma piękną żonę. I straszną depresję. Nie mogę się z nim spotykać, bo to zawsze konczyło się niewłaściwie. uwielbiam go jednak za to że on mnie trzymał, gdy upadałam z tego nałogu a on zawsze był, szarpał i pomagał...

Dziś on miał dół, rozmawialismy długo, długo, bardzo mi żal, ale wspólnie dajemy radę.... Facet sytuowany, na poziomie, uzależniony jak ja , ale może trochę gorzej...bo prochy jeszcze, bardzo przystojny....mądry ...tylko zagubiony, zapracowany. Nie chce żyć. Wciąż myśli o samobójstwie. Ja też tak miałam.. Czasami nadal mam, choć to żadne wyjscie, bo co to ułatwi? chyba tylko sprawi  przykrość najblizszym. Po tych naszych rozmowach poczułam, jak bardzo pomaga taka rozmowa z kims takim jak ja, zaznajomionym z problemem....

choć Niedzwidziowi sie wyspowiadałam...ale to nie to samo

Przyjaciel z aa, z którym czasami zjezdziłam terenówką górki, płakalismy sobie w kołnierze opowiadając historie bolesne, z kim spacerowalam na mrozie... i wygłupiałam się u niego w biurze i w domu......facet w depresji z taką abstynencją...

I my tacy wyedukowani, za mądrzy, jestesmy wciąż zbyt wrazliwi.Lepiej być zero jedynkowym.... czarne białe... bez szarości. I potem, chociaz się tak staramy to w głowach pojawia się jakieś rozbite szkło, które drąży....i niszczy

Jak zdzwonił i powiedział, że chyba pojedzie na nawroty ( to terapia gdy cos zaczyna się dziać, lub się zapiło)...pomyslałam...Może ja też powinnam sobie zafundować terapię nawrotową?..... zamiast urlopu.... Dyskretnej troski trzeba mi.

Pomyślę o tym. Ten mój Przyjaciel, ma problem taki, że zbyt dużo pracuje..... HALT .....jak ma się żonę która wymaga niezwykle dużo to szkoda faceta, który w pewnym momencie przestaje mieć ochotę na cokolwiek, i zwierza się kolezance z branży....A facet jak z obrazka. Gdyby nie jego zona to bym go zabrała. ( znamy się długo) . Nie wciskam się zbytnio w takie uklady, bo od tego się potem kręci w głowie i w życiu można nieżle zamieszać. Potem można nie wsiąść  do właściwego autobusu, albo być w miejscu, w którym nie powinno się obudzić. 

Więc pogadalismy sobie, zresetowalismy się jakby deszcz  nas zmył....i bedzie dobrze.

Mnie chyba to było też terapeutycznie potrzebne.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  1 864 431  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Trudna droga wychodzenia z nałogu,radości i smak porażek.Kobiety nie bójmy się leczyc!

O mnie

Możecie o tym nie wiedziec, ale spotkaliscie mnie już, na ulicy, w knajpkach,restauracjach, Trzydziestoparoletnia,elegancka, typowa kobieta sukcesu. Niczym się nie różnię, ale kiedy wypijam drinka nie kończę na butelce. Wracam do domu by spokojnie dopijac w samotności...
Tak było. Teraz trzeźwieję. Droga to trudna ale warto. Musiałam dobic do dna aby się o tym przekonac. Wspierajcie mnie ja będe wspierała Was...

Statystyki

Odwiedziny: 1864431

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl