Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 746 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Dlaczego lubię wysokie szpilki i zabłoconą terenówkę

wtorek, 30 czerwca 2015 14:39

Moja Mama mawiała... z uśmiechem na ustach " nie lubię chamstwa i góralskiej muzyki"...choć była z Beskidów.. jak ja. Ja chamstwa nie lubię, ale uczę się być nieco mniej bezceremonialną... Cholera, ta dyplomacja w wykształceniu mnie kiedyś wykończy i doprowadzi do upadku. Zawsze uważałam, że elokwencja i umiar pomaga... a tu gówno prawda... jak na kogoś nie wejdziesz z butami, nie wygarniesz to będziesz"potraktowany milutko ale nie załatwiony"..

Durna sprawa dnia codziennego. 

Karta w telefonie... się zniszczyła. Chciałam wymienić... usłyszałam to i owo, i dwa tygodnie by czekać na duplikat... Wyszłam z uśmiechem z salonu owej firmy O, i klęłam na czym świat stoi. Wkurzona... bo czekałam na ważne telefony. 

Cóż, pomyślałam, mus to mus, kupiłam starter i zadzwoniłam do miśka... 

Wywaliłam mu wszystko co mi siedziało na... ? wątrobie? jeśli ją mam jeszcze...hihi

Za chwilę telefon.... Niedzwiedż dzwoni... - okazało się że zadzwonił do słynnej telefonii cyfrowej Orange... i dało się... hmmm - ponoć nawet w 10 minut plus gratis za przeprosiny...

Tylko trzeba było lekko zdenerwowanego faceta, który dyplomacje schował dosyć głęboko... czyli przyjebał im nieźle... - tak kolokwialnie napisałam...

Ważne że numer odzyskałam za chwilę a nie jak mówiła panienka udająca pracownicę ...za dwa tygodnie.

Swoją drogą, płacą im za coś a nie za to by tylko wyglądały.

 

=======

Wzięło mnie na tematy publiczne - nie, absolutnie nie uciekam od osobistych, te z ostatniego wpisu jakoś mnie drążą ale wpisu nie będzie, jeśli ktoś chce zapytać proszę na mail. Lub zostawić mail...

 

Kolejne tematy publiczne... US

Kochamy US... a ja własnie szukam pieniędzy ... mojej córki... z PITu... uwierzycie?.. trzy tygodnie "wyszły" z US na poczcie śladu brak... US ma 7 dni od momentu "wyrejestrowania" pieniędzy, poczta kolejne tyle... kurwa, ja chcę tyle czasu obracać taką kasą... niekoniecznie biednymi pięciu stówkami mojej córki, która czeka na nie jak na zbawienie, ale milionami którymi obracają publiczne instytucje. Z moim średnio pustym umysłem, zainwestowałabym jak kumple z Quercus'a, czy nawet wrzuciłabym coś w starego dobrego Merrill Lynch'a... 

Czasami brakuje mi rozmów, z tymi facetami, którzy kochają kobiety na wysokich szpilkach, mam kilka par ... czarne, brudny róż, czerwone... lubię szpilki... zajebiście wysokie, ale... kocham też swoje wiejskie życie..... Czasami...Chcę wyhamować.

Może trochę nie do końca uwolniona z tamtego wiejskiego życia. Ale nie ma tam powrotu. 

On się czasami dopytuje o mnie. 

Dziwne to. 

Mnie nie zaczepia. 

 

On zawsze będzie facetem lubiącym mnie w szpilkach i zabłoconej terenówce. Tylko psów w niej brak. 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Giodo...czyli Nasze dane osobowe - moje tymbardziej

poniedziałek, 15 czerwca 2015 22:00

Wzięło mnie na temat ważny... choć zazwyczaj unikam tematów ogólnych, które nie są związane z nałogami... 

Tym razem się wkurwiłam...

Od pewnego czasu szukam ubezpieczenia dla samochodu. 

Znam się na ubezpieczeniach, bo zajmowałam się nimi  kiedyś w szeroko pojętym temacie ( autami akurat nie ) 

 

Akurat jestem w temacie.. skorzystałam z portalu netowego.takiej wyszukiwarki.. podałam nr tel i za chwilę oddzwoniła miła dziewczyna

zapytała o dużo ... szczegóły... dotyczace auta, przebiegu mojego stanu cywlnego etc... ale nic osobistego, typu jak się nazywam, pesel 

 

.i dziś mnie nagle "olśniło" ogądając reklamę Generali pomiędzy jakimiś bzurami w telewizji.. ( zazwyczaj o tej porze pochłaniam już komisarza Szackiego, lub Heinza - w zależności jaki autor mi łamie palce Miłoszewski czy Czubaj --- 0bu uwielbiam  ) ....

 

miałam nie podawać firmy ale tak mnie wkurzyli że piszę wprost...Generali

 

zadzwoniłam na infolinię... wiem, cholernie cięzka robota tam... Miła dziewczyna zapytała tylko o rodzaj ubezpieczenia...i poprosiła o numer do kontaktu...

podałam Ja ...nauczona rozmów tego typu grzecznie odpowiedziałam na pytania ( nie lubię chamstwa w rozmowach z infolinią --- tam pracują ciężko zarabiający ludzie ) zawsze mówię - nie dziękuję, nie jestem zainteresowana... choć wiem, że wiele ludzi wywala tam swoje frustracje na bogu ducha winnych akwizytorów płatnych 6 złotych na godzinę... za stres im nikt raczej nie daję szans na rentę ...

 

za pół godziny oddzwoniła kobieta... - myślę że bardziej zorientowana, numer też miała prywatny...

Wracając do rozmowy ... gdy doszła do pytań, które uczulają mnie bardziej niż moją przyjaciółkę uczulają truskawki... ( a ona dusi się i może umrzeć po zjedzeniu jednej )... poczułam że wzrasta mi ciśnienie.

Pilnuję go, staram się nawet codziennie mierzyć... hehe, ( w szufladzie... jednej !! obok ulubionego vibratora lezy mój cisnieżomierz )... ciśnienie było ok

Kobieta zaczeła tradycyjnie. Opis pojazdu, marka ... ale jak zaczeła pytać o imię , nazwisko, pesel, nip, dowód rejejestracyjny, adres etc... to przy pierwszym pytaniu się wkurzyłam...- może inni naiwni podają swoje dane osobowe przy durnej reklamie w telewizji... zadzwon...dostaniesz taniej...

Ja spróbowałam sprawdzić jak to działa

Zapytałam Pani zanim po raz kolejny zapytała mnie o imię nazwisko, pesel, adres i inne dane osobowe ...czy wie o tym , że ja chciałam uzyskać tylko ogólną informację, plus minus 30 zł na wysokości raty, a nie konkretną ofertę? i że wyłudza ode mnie dane osobowe, co dziwiąc z prywatnego numeru jest nielegalne?... Pani odpowiedziała... no ja muszę, taki mamy kalkulator... inaczej nie zrobię oferty...zapytałam ją o odpowiedzialność karną itd, czy jest świadoma? Nie była....

 

chciało by się powiedziec słynnym powiedzeniem " taki mamy klimat..." ale taki mamy szajs w wielu branżach,  nie życzę problemów ... i tu nie będę udawać że jestem kompletnie ignorantką ( lacinę liznełam i kocham do dziś ) ignorantia iuris nocet ... nieznajomość prawa szkodzi... czyli jak chcemy coś zawalczyć trza by się letko...poduczyć ( to mój lekki styl jak lubie ostatnio )

Nie wiem po co jest GIODO... czyli urząd , na cholere urząd , ktory pod byle infolinią przejetą szybkością ilości słów na sekundę dziewczyną..rozliczaną z pracy za ilość wypowiedzianych słów, samogłosek, społgłosek, przyimków, zaimków, przydawek, okoliczniów czasu, miejsca, i innych części mowy, zdania ............... czyli po co to nasze Giodo działa, skoro byle baba dzwoni do mnie o 21... i prosi o pesel by wyliczyć mi wartosc polisy?....skoro z innej firmy pytali o rok urodzenia....

 

Kocham ten kraj.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Królowa konsumpcja

czwartek, 11 czerwca 2015 20:20

" Królowa konsumcja jest okrutna, obiecuje, że pokocha, kiedy odniesiesz prawdziwy sukces, kupisz te wszystkie super rzeczy i gadżety. Ale gdy nie dajesz rady... proponuje kredyt... a kredyt napędza uzależnienie od sukcesu. bierzesz go i stres wzrasta..bo dom, samochód etc nie jest twój...Więc zaczyna się pogoń za kasą, która może wpędzić w uzależnienie od pracy i sukcesu. ... cześto szpanujemy sukcesem na kredyt...by nie wygladało , że jesteśmy gorsi..."... to troszkę sparafrazowany cytat z pewnego artykułu...

Autor piszę dalej, że ci sukcesoholicy kończą bardzo samotni, uzaleznieni od facebooka, kokainy, alkoholu...w najlepszym przypadku trafiają do dobrych psychologów...

 

Taka prawda.

Ostatnio mnie zapytano, czy moja decyzja o pracy nie jest dla mnie degradacją ambicji... heheh pomyślałam,... nawet nie wiecie jak mi z tym dobrze. Nie przykręcam śrubek w żadnej fabryce na 4 zmiany, bo to chyba robiłabym tylko wtedy gdy byłabym zmuszona na emigracji zarobić na całą rodzinę. 

Pracuję sobie na swój sposób aby dobrze się czuć. Usmiechać się do ludzi, i widzieć że oni uśmiechają się do mnie, łapać wiatr jak rano wśród łąk jadę sobie przez wieś, słucham Martyny Jakubowicz, Johny Casha i nie myśleć o korporacjach...nowych samochodach, wyjazdach na coraz droższe wakacje "bo tak trzeba..." bo to lans..

 

Autor pisze dalej... ze często sukcesoholicy orientują się około 50 tki że dzieci zaniedbali, żona, mąż ma kochanka /kochankę... że brawo biją im tylko inni obcy ludzie...

Jednym udaje się docenić zwykłe życie, dające przecież tak wiele radości..niż tylko zera na koncie, nowy lakier samochodu, zegarek za kolejne tysiące...czy wstyd, że ty na urlop w plener a nie na Bali... 

Wiecie, jak to czytam i patrzę wstecz to myslę, że nigdy nie byłam może  aż tak w takim pędzie, ale pracowałam z ludżmi, którzy za wszelką cenę właśnie dążyli do samoupadku...

Pamiętam jednego fajnego faceta... 

szybko wspiął się na szczebel dyrektora banku... lubiłam go, zresztą wszyscy go lubili. Centrala waliła po łbie... za wszystkie niepowodzenia..wieć staralismy się całą grupą by dobrze wychodzić ...plany realizować... I co ? uwalili faceta, bo urodziło mu się drugie dziecko, chciał trochę czasu powświęcić żonie, dzieciom... - zonk... nie byłidealny dla korporacji... Jak to ? wielkie miasto, facet trzydziestoczteroletni i nie zostanie po godzinach?... 

Na całe szczęscie , że znalazł sobie inną normalną pracę ... wart był tego, ja tez jakoś wtedy odeszłam...

 

Dużo wody się od tego czasu przelało, i teraz wiem, że warto mieć nieco mniej, ale przytulić się do ciepłego faceta w łóżku, miec czas by pogadać z córką ...choćby z trudem czasami finansowałoby się studia tej jedynaczki...

Nie trzeba co roku spedzać wakacji all inclusive, czasami nawet raz na jakiś czas wysrtarczy... czasami warto pobyć tydzień gdzieś na spokojnie, w zwykłym standardzie, jeżdzić starym ale sprawnym terenowcem, który odwdzięcza mi się co roku nie wołając o dodatkowe remonty..Warto spokojnie wracać do domu, gdzie gdy zobaczy się radość psa, kota i kogoś kto czeka na ławce i otwiera bramę. O to chodzi w życiu.

 

Nie o ratowanie życia coachingiem. 

 

Choć pokus bywa wiele...to jest mi dobrze z tym co mam...

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Odnowa psychiczna czyli wesoło i zielono

piątek, 05 czerwca 2015 20:32

Chciałam zacząć od pewnego cytatu, ale się wstrzymałam, bo mało smieszny . A ma być wesoło.

Pisałam , że mój mózg przegrzał się od pracy w tym samym zawodzie przez iks lat, i zmęczyłam się na maksa. Wypaliłam się, tak to ponoć się teraz nazywa.

Zboczenie zawodowe jeszcze we mnie tkwi, ale staram się go wyplenić. No bo jak tu żyć, gdy o szóstej rano budzi mnie dźwięk smsa... z tekstem... "pani M czy już wiadomo coś w naszym temacie?".. Pomyślałam, no kurwa .. o tej porze klient? i zaraz sobie przypomniałam innego, który był lepszy... sobota jesienna szarówka za oknem, piąta z minutami... telefon... Zerwałam się i odbieram bo strach , że coś się stało najbliższym... a to tylko klient... ja mu mówię - rany boskie... jest sobota piata rano... a on - bardzo przepraszam , nie spojrzałem na zegarek, ja już w pracy od dwóch godzin... bardzoooo przepraszam.."

Bajka no nie?

Więc primo mam dosyć tej roboty, secundo w duszy mam swoje wykształcenie, i poszukałam sobie łatwiejszej pracy. Może bez szału jeśli chodzi o kasę, ( tu jeszcze sobie coś dorobię...jeden czy drugi kontrakcik ) ale ratunek dla mojej zrytej psychiki. 

Jestem z ludźmi młodszymi jakieś naście lat albo i więcej, a dogadujemy się całkiem nieźle, zaczęłam się uśmiechać, i nareszcie rozmawiać nie tylko och, ę, i w butach na szpilkach co najmniej 10 cm. 

Nareszcie pokochałam siebie taką wyluzowaną.

I moja wieś... 

Nigdy wcześniej pomimo mieszkania na wsiach ( stary dom w końcu na wsi )... to nie zdarzyło mi się iść do wiejskiego sklepu, w klapkach, dresie czy bez full makijażu. Tu jest tak, jakbym się tu urodziła, i mieszkała od zawsze... fajowe są dzieciaki, każde jedno mówi mi "dzień dobry" a ja nawet nie wiem czyje są te dzieciaczki.... kultura wpajana przez normalnych rodziców , ot co

 

we Wrocku mogłam mieszkać tyle czasu a sąsiad udawał że się nie znamy, o dzieciach nie wspomnę... Co robi fajna wieś?  fajni ludzie, rozmowy przez okno, trochę plotek, ale nieszkodliwych, w sklepie można wziąć na "zeszyt" bo kart nie obsługują... Nie ma problemów z niczym. Czas płynie wolniej. 

Lubię więc tę moją wieś, nowe zajęcie, uśmiech pięknych białych zębów i nawet to poranne wstawanie... wszystko jakoś mobilizuje do życia. A deprecha mnie już powoli brała  jak rok temu... tylko ie chciałam brać nic na ból. Zmieniłam myślenie. Pomogło.

 

Marka Czubaja przeczytałam juz wszystko, Krajewskiego też... zostaje mi teraz skandynawistyka... :-) polecam... sama zatopię się  w tym przez weekend....

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

A A czyli jestem

środa, 03 czerwca 2015 11:37

Siedzę sobie w ogrodzie  

Ostatnio czułam jakby inteligencja mnie opuściła... moja Mama zawsze mówiła, że jak ma pieniądze w portfelu to jej inteligencja wraca... hahah

Wkurzyłam się na swoją firmę, która okazała się być po wielu latach złodziejską... odpusciłam sobie ... postanowiłam wrócić do normalnego trybu ...

A - alkoholiczka czyli zmienność emocji, wszyscy to znacie, na terapiach uczą jak sobie z tym radzić... uczucia - to gorzej...

Wiecie ile czasu zajeło mi by powiedzieć mojej Córce że ją kocham?... czułam, ale nie umiałam tego okazać, powiedzieć. teraz każda nasza rozmowa telefoniczna kończy się słowami, kocham Cię Córeczko. 

złość, idealnie chowana w sobie, uśmiech na twarzy, kurestwo w środku... tlił się płomień, czasami gasł, czasami przygasał... nareszcie udało mi się to wywalać z siebie.

Złość nie jest dobrym uczuciem, ale kumulowana w sobie jest zagrożeniem. Lepiej się pozłościc, wywalić z siebie niż zachlać. 

Tak jak ja teraz...

upierdliwy sąsiad...

masakra, kiedyś byłabym dyplomatycznie grzeczna i usmiechnięta, dziś pieprznełam mu stek kilku słow... bo jak można znieść kogoś kto czepia się bzdur, wali o 8 rano w niedzielę w drzwi ..., lub ech etc nie chce mi się pisać. Żal mi gościa, no cóz. 

Więc złość mi już się udało oswoić... miłość, też... generalnie dzienniczek uczuć przerabiany się jakoś przydał... 

Alkoholiczka - czyli moje drugie ja - adrenalina...

Uczucia to jedno, emocje drugie... adrenalina jest mi potrzebna. 

Eks wywalał z siebie ostatnie poty, teraz też będzie robił to co zawsze chciał, trochę a zasadniczo dzięki mnie...adrenaliny mieliśmy dużo w naszym życiu. 

Ale moja adrenalina to dotyk kierownicy, której skóra oddaje mi swoje uczucia. Kocham moją terenówkę, i choć... mi jeszcze nie wolno...wy wiecie, którzy wiecie.. to jak czuję wiatr przy otwartym oknie i ulubione country w odtwarzaczu to wiem, że jeszcze żyję... 

Nie jest mi potrzebna Australia, o której zawsze marzyłam, lecz tylko świadomość że mogę ruszyć... czasami przełamuję zakaz i jestem w polach.

Adrenalina cd - bo praca mnie wykonczyła w postaci w której byłam.

Postanowiłam poszukać zajęcia na tzw etat. Widocznie obudziło się coś we mnie...

Małe miasto - cóż nie roi super ofert... portale jednak pękają w szwach z ogłoszeniami typu szwaczki, sprżątaczki czy te debilne z nazwami angielskimi , które są tylko ładnie wyglądającymi gównami...:-) zabawiłam się wiec i wysyłałam swoje modyfikowane CV... bo jakbym wysłała całe to okazałoby się że strach... bo chce zastąpić dyrektora ?... i kto cię wtedy przyjmie???

Nie sądziłam, że pomimo wieku..hmmm wiecie i tak, że cztery dychy mineły jakiś czas temu, choć w glowie maj i ciało jak no... niezłe... - no to dzwonią... wieć jeżdzę na te rozmowy, ale boli mnie ta pensja, więc sama mówię ile minimum chce...

a jednak... chcą mnie, za moje wymagania... czyli się da, tylko asertywności trzeba się nauczyć, tak jak walki z negatywnymi uczuciami

 

Moją Córkę uczę od momentu gdy pierwszy raz wytrzeżwiałam. Wtedy powiedziałam Jej, - cokolwiek bym zrobiła, leżała na podłodze, itd... nie pomagaj mi. I to jest ważne. Jest twarda, radzi sobie i choć wiem, że nie oddam jej tych uczuć które zabrałam, to przynajmniej teraz wie że ją kocham i umiem to powiedzieć. Nie tylko przytulić.

A adrenalina.... no cóż... w górach niezbędna w strzykawce, tu ... potrzebna by odczuwać coś innego...

Chyba mnie strzaska to słoneczko.... a sąsiada zabiję przy okazji....:-)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  1 864 484  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Trudna droga wychodzenia z nałogu,radości i smak porażek.Kobiety nie bójmy się leczyc!

O mnie

Możecie o tym nie wiedziec, ale spotkaliscie mnie już, na ulicy, w knajpkach,restauracjach, Trzydziestoparoletnia,elegancka, typowa kobieta sukcesu. Niczym się nie różnię, ale kiedy wypijam drinka nie kończę na butelce. Wracam do domu by spokojnie dopijac w samotności...
Tak było. Teraz trzeźwieję. Droga to trudna ale warto. Musiałam dobic do dna aby się o tym przekonac. Wspierajcie mnie ja będe wspierała Was...

Statystyki

Odwiedziny: 1864484

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl