Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 746 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Bez pracy

niedziela, 24 maja 2015 9:40

W dupie mam te wybory. 

Choć mimo wszystko bardzo chętnie wciągam się w ogladanie naszych kandydatów, dla mnie od lat istniał tylko jeden radykał, odkąd jako nastoletnia dziewczyna chodziłam na spotkania, organizowane przez moją sP Mamę w klubie, w którym pracowała

Jakoś ta polityka została we mnie. Zawsze interesowałam się konfliktami, wojnami, dyplomacją, ...chyba dlatego skończyłam takie studia... choć pracy po nich zero...

Ale wiedza została...

Pamiętam egzaminy z dyplomacji... :-)... wylosowałam   rozkład sztućców , czyli gdzie jakaś łyżeczka i do czego a gdzie widelec mniejszy lub większy... no bajka... a moim profesorem był faktycznie dyplomata .. dawny ambasador...

Uwielbiałam to. 

Zachłystywałam się tą wiedzą wtedy. Teraz wiem dlaczego. Rozumiem te gry , te schematy, i zastanawiam się czy nie zmarnowałam swojej szansy w polityce ...heheh, kiedy sąsiad mówił, że powinnam startować w wyborach na burmistrza...

 

Ja ?... nie lubiąca ludzi ?może lubiąca ale mało kontaktowa. 

Mieszkając kilka lat wśród wiejskiego środowiska nie znałam sąsiadów. Ktoś mi mówił - dzień dobry - ja kulturalnie zawsze kłaniałam się nawet nieznanym osobom,  - ja polityk  - smiech na sali

Uwielbiam  nie mieszać się w nic., chyba że dotyczy to zwierząt. Wtedy budzi sie we mnie straszny potwór. Może dlatego że zawsze miałam i mieć będę psy, koty, moja Córka będzie miała konia, i będziemy je ratować, etc

 

Dziś zastanawiam się kim jestem

Alkoholiczką, która zmarnowała swoje najlepsze lata, czy kobietą która była na dachu Europy?  czyli na Blancu, , która pokonywała kilometry rowerem , lub śmigała po stromych ścianach lodowców?

Nie wierzę w rząd, jak śpiewa mój Fish , na moim ulubionym albumie .... 

 

Więc czy ktoś nam powie co może prezydent?   ktoś kto studiował tak jak ja i wie czym jest władza wykonawcza i ustawodawcza to doskonale wie kim jest nasz prezydent

marionetka w rękach partii...

jakakolwiek by była...

biała, czarna czerwona czy zielona

 

wiek emerytalny i tak nie ma sensu... nie jesteśmy Japończykami z aparatami przemierzającymi świat, nie urodziliśmy się w Skandynawii... gdzie warto żyć.

Nawet na Jersey gdzie byłam pewnego czasu na długo... 

Więc na tym kończę swój polityczny wywód...i w dupie mam czy będzie stary pan K, czy mlody pan D... i tak będzie jedno wielkie gówno. 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Miłość, kosiarki, i nostagia

niedziela, 17 maja 2015 10:57

Jestem kobietą trochę jak czasami myślę o sobie... "nieco pogiętą"  Wychowaną w mieście w blokowisku, potem w domu z ogrodem, gdzie gruszki i czereśnie spadały jeśli nikt ich nie zerwał w porę. Pamiętam jak z dziadziem wkładaliśmy zimowe gruszki do koszy i zanosiliśmy do piwnicy. Jak siedziałam na ławce w nocy z kumplem , który po moim rozwodzie był prawdziwym przyjacielem ... nazwałam go bikerman, bo przyjeżdżał na rowerze.. Siedzieliśmy czasami do brzasku i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Śliwki i gruszki były idealne... Nie wiem gdzie teraz jest Tomek, pewnie gdzieś daleko, bo już wtedy chciał wyjechać stąd.

Ale nie o tym miało być

Miało być o kosiarkach ... 

Mieszkałam przez pewien czas w w tym wielkim Wrocławiu ... to miasto jest faktycznie wspaniałe. Ja kiedyś o nim napisałam... Wrocław przygarnia ludzi.... bo mnie też przygarnął. Kocham go na swój sposób, czasami gdy oglądam serial ..... i dzieje się on na ulicach Wrocławia to trochę tęsknię. Zastanawiam się czy mogłabym tam teraz mieszkać... Raczej nie.  Kiedyś, za domem w którym mieszkaliśmy były pola, za chwilę można było wbiec na Partynice... puste, Nanda biegała swoje dystanse... nikt nie "monitorował".... Teraz wszystko się diametralnie zmieniło. Masakra. 

Wszędzie są bloki... miejsca parkingowe.. nie ma trawy, są trawniki z napisami - psów wprowadzać nie wolno - 

Byłam ostatnio na gonitwach bo sezon się otwierał, ludzi tłumy. Bardziej to przypominało piknik bo wszędzie piwo i pajdy chleba ze smalcem za 8 złotych , drożej niż kilo słoniny...

co się dzieje, wszędzie taka komercja.

Kiedyś chciałam zniknąć, prowadzić schronisko w górach, ale on powiedział, że nas to uwiąże bo tam trzeba być cały czas... Ja chciałam, on nie. Podróże. Byliśmy na szczycie Europy, zjeżdżaliśmy z mostów, przywiązywaliśmy się do drzew i lecieliśmy w otchłań. Ratował mnie bym nie upadła, choć nie było w nim wylewności, nie potrafił przytulić publicznie, nawet w domu też... Bolało mnie to. Miałam wrażenie że jakby wstydził się. Zawsze byłam atrakcyjną kobietą.. hmm myślę że nadal jestem, ale on widocznie uważał że atrakcyjność i seksualność uwidoczniam mu wchodząc po schodach do sypialni. Tam był królem. Mogę go porównać tylko z dwoma facetami w moim życiu. Jeden to miłość nastoletnia... no pełnoletnia. Maciek. - pisałam wtedy pamiętniki ...takie w zeszytach ... piórem Pelikan ( z RFN wtedy ) heheh 

Maciek - miłość szalona, wysoki, świetnie tańczył, zjeździliśmy wszystkie knajpy wtedy na topie.. lata 80-90.... Mial czarne włosy, wpadał do mnie jak byłam na wagarach, czasami wieczorami ...słuchaliśmy płyt. Nie wiem jak teraz wygląda i czy istnieje.. na FC go nie ma hehe czyli jak kogoś nie ma fc to nie istnieje. Ale On pewnie gdzieś tam jest. 

Potem był ktoś kogo  dla jego dobra odpuściłam.

Mój facet .. hehh

Poznaliśmy się wiele lat temu. Piliśmy kawę w pociągu. Miał białą koszulkę. Ja słuchałam coś w słuchawkach. "urodziny" Edyty Bartosiewicz. Facet z którym szalałam. Mogłabym iść z nim na koniec świata. I Byłam. Szalona jazda samochodem, noce w kawiarniach w stolicy, potem ból , bo rozsądek wziął górę nad emocjami. 

Po latach się odnaleźliśmy. I może lepiej że tylko telefonicznie. Bo ja działam na niego jak wyzwalacz. Odpuściłam. Seksoholizm... to też nałóg. Jego terapeutka wie o mnie wszystko. I choć wysyłamy sobie sms na urodziny to nic nie może się wydarzyć. Gdyby nie pewne wydarzenie z przeszłości to pewnie on byłby moim facetem. 

Było kiedyś. Minęło.

Wczoraj dowiedziałam się o tym...

Poczułam, że jakoś mi się zrobiło ciepło, miło...

Tyle naszych starań, moich wsparć... wyjazdów, nauczenia go by pokochał ostre zjazdy, by czuł jak krawędzie są ważne. Zieleniec, Skrzyczne, Golgota.. Twarz do słońca - to słowa mojego taty- on zawsze śmiał się z tego. Ja nauczyłam go kochać narty. Bylismy na lodowcu... 

Pogratulowałam mu. Zawsze był facetem, który potrafi osiagać cel. Ten osiagnął. GOPR... Jetem dumna z niego. 

 

A kosiarki...

Kocham wieś. Wszyscy koszą, jak nie jakiś traktor, to spalinowe kosiarki. 

taki mamy klimat...

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zielone zupy i jakaś dziwna nostalgia

czwartek, 14 maja 2015 13:55

Zasypiam ostatnimi czasy mocno przytulona z jednej strony przez Niedźwiedzia, którego ciężar czasami przygniata i łamie deski w naszym łóżku ( dosłownie ) a z drugiej strony przez psa, natarczywie wpychającego się pod kołdrę... rano piekielnym ostrym mruczeniem budzi mnie kot na siłę wpychając się pod mój łokieć... zmuszając mnie bym ją głaskała. W efekcie muszę wstać i iść dać jeść zwierzynie... 

I tak w sumie co rano . Nie mam powodów do narzekań. Kładę się potem jeszcze, zakładam moje nowe, ładne okulary w ponoć bardzo modnych oprawkach.. ( ktoś z przeszłości by uznał że są za duże do mojej twarzy) ale ja je uwielbiam. Otwieram książkę i zatapiam się na jakąś godzinę. 

Plan dnia mam bardzo podobny do poprzedniego. 

Śniadanie angielskie... nie mogę oprzeć się tostom, pieczonym pomidorom, jajkom sadzonym i fasolce w sosie pomidorowym ( jak uda mi się kupić...bo ostatnio nawet w tesco brak ) Uwielbiam konkretne śniadania. 

życie spokojne w oddali od wielkiego miasta pozwala mi oddychać. Byłam niedawno w Wielkim Mieście i znów zdałam sobie sprawę , że nie nadaję się zupełnie do tamtejszych warunków. Mimo, że nie urodziłam się na wsi, i pół życia mieszkałam w miastach, mniejszym większym , nawet w tym Wielkim, to uciekam z niego jak najszybciej jak tylko mogę. Dlaczego?

Nie wiem, nie nadaję chyba na tych falach ludzi z korpo, czy żywiących się oddechami celebrytów... 

Męczę się tam ogromnie. 

Dlatego dziś pojechałam na targ. Taki zwykły, małomiasteczkowy. Gdzie sprzedają kury i koguty, torby,buty, kwiaty, ziemniaki i pomidory w sadzonkach... Królował szczaw... znalazłam na rogu przy bramie starą kobiecinę... miała szczaw, ale nie ten ogrodowy czy szklarniowy... tylko taki łąkowy, naturalny... Przypomniały mi się chwile z dzieciństwa. Gdy zrywało się listki i kwaśny smak pojawiał się w ustach ... powodował radość.

Kupiłam od kobiety torbę tego łąkowego szczawiu. Zielono mi... -pomyślałam. Torba uginała mi się nie tylko od zakupów  na targu, le też od zaliczonej po drodze bibliotece...Pochłaniam te książki ostatnio namiętnie.. ( nawet w nocy przy włączonej czołówce..by nie budzić Niedzwiedzka. )

Wróciłam na swoja nową wieś. Pies czekał na mnie szaleńczo tańcząc z kotem jakiś tylko im znany taniec.

Ugotowałam pyszną zupę szczawiową. I jakoś tak wrócił mi lepszy nastrój.

Rzeczywistość, niestety nie zawsze mnie rozpieszcza, więc staram się nie zapomnieć o innych wymiarach . 

Staram się nie zapomnieć o marzeniach, choć to szaleństwo, niezdrowe poczucie braku czegoś, nie wiadomo czego...już prawie odeszło w zapomnienie. 

czy jednak do końca?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Stracone lata?i wkurzona cała

sobota, 02 maja 2015 21:00

Czasami sądzę,że zmarnowałam swój czas...

za szybko wyszłam za  mąż za nieodpowiedniego człowieka, choć z mam teraz wspaniałą Córkę i chyba tylko ten fakt pozwala mi nie żałować...

zawsze miałam zdolności do nauki języków, do dziś zastanawiam się nad tym, jak to możliwe po tylu latach picia, że angielski znam nadal  na tyle płynnie,że oglądam filmy w oryginalnych wersjach...dogadam się po włosku, niemiecku i rosyjsku ( no może nie we wszystkich tematach ale zawsze ) a alfabet rosyjski nadal znam na pamięć...

Kim mogłabym być gdybym wtedy nie piła tak dużo? Gdybym zdobyła lepszy dyplom? Może dobrym tłumaczem symultanicznym? albo tłumaczyłabym książki? Ponoć mam dobrą rękę do pisania... Zarobiłabym może na tym...Nie wiem jak się pisze ksiązki, choć często budzę się nad ranem z głową pełną pomysłów... 

Kto normalny zanim wstanie to od piątej czterdzieści czyta książkę, lub słuch audiobooka? ja wczytuję się w Mario Vargas Llosa, Marka Krajewskiego i szwedzkich "kryminalistów":-)... 

Nie wiem...? Ktos z was tak ma?

Przeżyłam nieco za dużo, ale choć trochę poprzeginałam w życiu, to jak kot spadałam na cztery łapy. Zazwyczaj....

 to nie jest jeszcze koniec, pomimo zbliżających się kolejnych czwórek, pomimo upadków, zapić i trzeźwienia nadal mam dwie ręce, dosyć zgrabne ciało, i ładne dłonie i nogi...

Pojawia się czasami jakiś ból w dłoniach, ale mam nadzieję, że to wyjaśnię w tym tygodniu... ( ubezpieczenie zdrowotne pomaga... umawiają na wizytę bez skierowania i max do 72 godzin :-)... liczę wiec że to nie bedzie zapalenie stawów, bo już palce bolą jak diabli...

Poza tym , wkurzona na firmę z którą "współpracuję" , bo nie płaci od pewnego czasu, a gdy człowiek dowiaduje się że wielce pani szefowa zamiast zaakceptować fakturę jedzie sobie na 3 trzy tygodnie na urlop to szlag trafia...Niektórych w warszawce stać na luksusy, a niektórzy muszą się zastanawiać jak przeżyć.  Najgorsze, że człowiek zapracował całym swoim umysłem, poniósł koszty ( zus , urząd skarbowy )  a niektóre szmaty nie ruszą dupskiem ( tłustym zresztą ) by te pieniądze w terminie wypłacić. Powinnam tu z nazwiska wymienić tę słynną warszawską szmatę, przez którą moja córka może nie być dopuszczona do obrony pracy bo na czas nie wypłacili mi kasy więc nie dopłaciłam jej za czesne, ale się opanuję. Co nie znaczy że kiedyś tego nie upublicznię, bo to za bardzo znana i za duża firma by sobie robić kiepski PR

 

Cały ten weekend zimny, jestem zła, ale przynajmniej już umiem wywalać z siebie złość( kiedyś było z tym kiepsko , za dużo tłumiłam w sobie )i nadal zupa z brokułów wychodzi mi dobra... Bakłażany z mozzarellą zresztą też... Idę dalej. Przynajmniej mam fajne seriale do ogladania  i książki....

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  1 864 456  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Trudna droga wychodzenia z nałogu,radości i smak porażek.Kobiety nie bójmy się leczyc!

O mnie

Możecie o tym nie wiedziec, ale spotkaliscie mnie już, na ulicy, w knajpkach,restauracjach, Trzydziestoparoletnia,elegancka, typowa kobieta sukcesu. Niczym się nie różnię, ale kiedy wypijam drinka nie kończę na butelce. Wracam do domu by spokojnie dopijac w samotności...
Tak było. Teraz trzeźwieję. Droga to trudna ale warto. Musiałam dobic do dna aby się o tym przekonac. Wspierajcie mnie ja będe wspierała Was...

Statystyki

Odwiedziny: 1864456

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl