Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 040 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Alkohol - lek na całe zło???

środa, 31 marca 2010 18:56

Pamiętam swoj styl zycia sprzed kilku lat, wtedy gdy jeszcze byłam z tamtej strony. Dzień zaczynał się od kilku łyków czegoś mocnego, a potem zapijalam to kawą żeby zatrzec zapach. po drodze idąc lub jadąc do pracy musiałam wstąpic do sklepu, aby kupic alkohol, na "teraz i na potem"... co czułam ? czułam strach - ale nie przed tym że ktoś mnie przyłapie na piciu w pracy, Nieeee, to miałam gdzieś...; czego się obawiałam? BRAKU ALKOHOLU we krwi...w organizmie, strach przed spadkiem "nastroju", obawa, lęk? To było gorsze. To że sie nagle skończy a ja w torebce nie będę miała nic. Czy ja sie upijałam w pracy? nie, nie upijałam się, funkcjonowałam całkiem sprawnie, - bo tak mi się wtedy wydawało. Błyszczalam elokwencją, zdecydowaniem , bo alkohol niejednokrotnie dodawał mi odwagi. Przecież od niczego nie wzięło sie powiedzenie "wypij na odwagę"...( oczywiście do czasu gdy ilośc wypitego alkoholu zaczynała byc tak duża że praca zaczęła mi przeszkadzac, zaczęłam się wściekac na klientow, na nadmiar obowiązków, na odpowiedzialnośc, na ..na...-czyli PRACA PRZESZKADZAŁA MI SPOKOJNIE PIC)

I to było uzaleznienie. PSYCHICZNE - najgroźniejsze jakie może byc. Organizm domagał sie też, swoją drogą , ale to bylo do przebolenia. Kiedyś juz poprostu zaczyna byc tak przepełniony wódką , że wiecej sie nie da. Zostaje detox. Ale psychika człowiekowi tak latwo nie odpuszcza. Znacie to prawda?...gdy mija ten najgorszy czas po przepiciu, gdy trochę się odtuliśmy mózg zaczyna nam świrowac...pojawia sie pytanie ..." a może jak wypiję sobie trochę to poczuje sie lepiej, to minie kac moralny, to minie wstyd, to minie deprecha itd..." I kółko sie zamyka.

Dlaczego wróciłam do tematu psychiki. Bo w mojej pracy są fantastyczne młode kobiety i faceci ( srednia wieku 28-30 ) - I nie ma dnia żeby nie było tematu - "chyba sie zaleję dziś" albo "jak mi to nie wyjdzie to kupie sobie flaszkę."..to takie popularne wśród "młodych wilków"- poprawianie nastroju weekendowym zalewaniem się...

ja zazwyczaj nie wtrącam się do takich rozmów, nie każdy musi wiedziec ze jestem alkoholiczką. Poza tym to budzi niezdrowe emocje, sensacje itp. Wiedzą że nie piję i nie wtrącam sie do rozmowy jak słyszę tekst taki jak powyżej.

Ja już zapijałam nastrój. Polepszałam, dodawałam sobie odwagi, piłam gdy chciałam pogłębic smutek, gdy padał deszcz, gdy świeciło słońce...piłam non stop przez 15 lat.
Piłam sama, piłam w pracy, nosiłam wódkę w torebce, woziłam w samochodzie, miałam ją przy łóżku na wyciągnięcie ręki. Co zyskałam?. Byłam piekielnie dobra w swojej pracy więc sie nie czepiali, gdy dobiłam do dna, udało mi sie odejśc - nie wywalili mnie- odeszłam mając 2 miesiące trzeźwości przygotowując sie świadomie do terapii. Jestem wdzięczna ludziom z którymi pracowałam, że potrafili zrozumiec. To pozwoliło mi zrobic sobie przerwę i wrócic po jakimś czasie, już w inne miejsce, w inny czas, ale stanąc ponownie z podniesioną głową, dumna, elagancka, pełna energii.TRZEŹWA

Dlaczego więc pisze o tym, ... hmm poprostu jak słysze ze ktos kupi sobie wodkę i sie zaleje bo coś tam... to myslę sobie dwie rzeczy. Pierwsza myśl jest zawsze ta negatywna. Po co on to robi, nic tym nie polepszy, nic nie zmieni. - wiem, bo przerabiałam to. Pojawia sie "zboczenie alkoholika" a może on sie juz uzależnia itp..?....

jednak potem nachodzi mnie kolejna refleksja : przeciez nie każdy jest uzalezniony, mnostwo ludzi jest "normalnych" zdrowych... alkohol jest dla nich.
I dlatego sie nie wtrącam. ja nie piję , bo mnie to zabije. I tyle.

czy chciałabym móc pic?

haha ja mogę - bo kto mi zabroni???

tylko nie chcę. A to juz różnica.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (55) | dodaj komentarz

współuzależnienie, miłośc, odwaga, proszenie o pomoc...

piątek, 19 marca 2010 10:51

nic dodac nic ując... portal Wp chyba uznał ze trafiam do ludzi. Cieszy mnie to że czytacie i kazdy z was dorzucił  kilka słów. każdy wpis utwierdza mnie mnie tylko w świadomości że idzie ku lepszemu:-); daje wiarę.  myslę ze jak juz choc raz się z siebie wyrzuci swoj bol, żal, gorycz - jest trochę lżej.
Nie istotne jest to czy ktos pisze z błędami, czy poprawną polszczyzną, bo ja też niestety robię literówki ( mój laptop ma problem z literą c). Wazne żeby to co tu zostawiacie i czyta tysiące osób!!!, ( przez jeden dzien było ponad 10 000 wejsc! ) było waszymi odczuciami, może prośbą o pomoc, krzykiem... apelem, dialogiem, sposobem na wyjście na prostą...

alkoholizm to choroba uczuc i emocji

 Ale dzis chce napisac o kobietach.

bardzo dużo komentarzy byo od Was, kobiet pijacych a także tych które mają mężów alkoholików. Niestety współuzaleznienie to też choroba i powinnyscie o tym wiedziec.  On pije, ty go nienawidzisz , ale obiecuje, przesytaje na 2, 3 dni, ty czuwasz, nasłuchujesz, ciągle jestes w napięciu, co bedzie jutro, zastanawiasz sie czy tym razem moge mu uwierzyc?, co on znowu wykombinuje, jak bedzie cie oszukiwał, ? co tym razem zrobi?...

ale pierzesz, sprzatasz, gotujesz, dajesz aspirynę, albo inny lek na kaca, - czyli ZACIERASZ SLADY JEGO PICIA , POMAGASZ MU PIC, DAJESZ MU KOMFORT PICIA - bo on tobą świetnie manipulauje , bo wie ze wolisz to zrobic niz "żeby sie wydało" , ze wstyd jest dla ciebie gorszy niz prawda wśrod sasiadów, w pracy w szkole, niż skierowanie go na leczenie i jeszcze wiele innych rzeczy. Wstyd jest straszny. To on kieruje naszymi działaniami bo wydaje nam sie ze jak usprawiedliwimy się i jego to NIC SIE NIE WYDA. haha

Kobiety, ja znam to z drugiej strony. Terapia dla żon, uzaleznionych od swoich pijacych mężów jest dla was lekiem. Tam nauczą was jak zadbac o samą siebie, a takze jak świadomie POMÓC mężowi który pije.
To nie jest proste, ale ISTNEJE DLA WAS SZANSA NA GODNE ŻYCIE WASZE I DZIECI.

Nie pisałam na tym blogu o historii mojego picia, bo jest on na blogu alkoholiczka, ale po tylu komentarzach pomyślałam że warto wspomniec słowa mojej nastoletniej córki. Ja piłam intesnsywnie ponad 15 lat. Los mnie oszczędził, nie zachorowałam na żadną pochodną chorobę, mam zdrowe ciało i nikt z wyglądu nie nazwałby mnie pijaczką czy alkoholiczką, ale to nie znaczy że nią nie jestem. Moja córka przeżyła  moje ostatnie 2 lata picia - koszmaru, gdy butelka wódki stała w mojej sypialni, i potrafiłam wypic niesamowite ilości alkoholu. Patrzyla na matkę płaczącą , i walczącą z chęciami samobojczymi. patrzyła na matkę na dnie. teraz mam łzy w oczach gdy o tym myslę ale to najbolesniejsze chwile z mojego zycia. Potem nauczyłam ją TWARDEJ MIŁOŚCI. braku litości dla mnie gdybym znów zaczęła pic. i wiem że teraz gdybym się upiła i leżała na podłodze  w najgorszym rynsztoku to ona nie poda mi ręki. Nie mam co liczyc na herbatę na kaca czy cokolwiek innego. Wszystkie lata wypracowanego zaufania, nowych relacji, nauki szacunku do samych siebie i MIŁOSCI - wszystko to mogłabym zamieśc i wyrzucic na smietnik. Taka prawda.
Ona powiedziała mi kiedys taką rzecz. Wiesz, mamo, zastanawiałam sie co byłoby większym wstydem dla mnie( mieszkamy na wsi od jakiegos czasu i nikt nie zna mojej historii sprzed lat) ..: czy fakt żeby ludzie dowiedzieli sie ze moja matka jest trzeźwiejaca alkoholiczką i ze byłas na terapii, czy to że zobaczyliby cię spiącą pijaną na ławce na przystanku.

odpowiedz była tylko jedna. Moj alkoholizm to nie jest powód do dumy, ale trzeźwa matka jest dla niej wazniejsza.

Dlatego rozumiem doskonale tragedię nastolatków, ktorych rodzice piją, bo wiem jak to jest od mojej corki.
Trzymajcie się i nie bojcie prosic o POMOC.  JA TEZ MUSIAŁAM POPROSIC. DZIĘKI TEMU DZIS ŻYJĘ...

Wasza Mad...

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

czekając na nawrót?

środa, 17 marca 2010 20:15
Kiedy przychodzi nawrót? i czy musi nadejśc? ... to pytanie bardzo mnie nurtuje odkad przestałam pic. Nie wiem jak inni to przechodzą, ja nie potrafię jasno okreslic kiedy mnie nachodzi. Liczę tylko cykl.. trzy miesiące i czekam ...na złagodnienie myślenia o piciu, na pojawienie sie wspomnień "tych miłych", na podstępnie i złowrogo pojawiajace się myśli o kontrolowaniu i na całą gamę objawów głodu ...I wiecie że to się pojawia? Co jakis czas. Mój organizm przypomina mi o mojej chorobie. Teraz zbliza się okres świąt. Nie przepadam za świetami, bo nie lubie siedzenia przy stole i wszystkich tych ceremonii... Kiedyś świeta kojarzyły mi sie z alkoholem, zawsze byłam wstawiona. Teraz muszę pilnowac sie zeby nie siedziec obok kogos kto ma pełny kieliszek, albo kombinowac jak szybko wstac od stołu. Chyba dlatego nie lubie spędów rodzinnych. Ktoś może mi zarzucic, jak to?... przeciez teraz świetowanie jest takie trzeźwe itd... I w sumie racja - bo to niby okazja do spotkania, rozmów itd. Ale z drugiej strony ja nadal boję się alkoholu na stole, alkoholu w lodowce, alkoholu pod postacią wina czy nawet szampana... Wiem że to brzmi jakbym była kimś kto dopiero przestał pic i nie ma pojęcia o swoim stanie, o swojej chorobie itd a nie osobą po terapiach, i z jakimś tam stażem trzeźwienia. Ale nic na to nie poradzę. Nadal drżę na myśl o konieczności pójścia do pubu, czy nawet na "domówke" do znajomych gdzie w zasięgu ręki bedzie alkohol. I dlatego nie chodzę w takie miejsca. Trochę przez to "zdziczałam "towarzysko, ale coś za coś...przynajmniej dziś jestem trzeźwa, nie rozbijam samochodu, mam pieniądze na koncie, nie zawiodę jutro moich bliskich, pamiętam co robiłam wczoraj , mam  pracę, i nie mam powodów do wstydu..

.Czy mam wymieniac co jeszcze zyskuję????....chyba każdy z nas ma swoją listę prawda?




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (122) | dodaj komentarz

poniedziałek, 23 października 2017

Licznik odwiedzin:  1 907 293  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Trudna droga wychodzenia z nałogu,radości i smak porażek.Kobiety nie bójmy się leczyc!

O mnie

Możecie o tym nie wiedziec, ale spotkaliscie mnie już, na ulicy, w knajpkach,restauracjach, Trzydziestoparoletnia,elegancka, typowa kobieta sukcesu. Niczym się nie różnię, ale kiedy wypijam drinka nie kończę na butelce. Wracam do domu by spokojnie dopijac w samotności...
Tak było. Teraz trzeźwieję. Droga to trudna ale warto. Musiałam dobic do dna aby się o tym przekonac. Wspierajcie mnie ja będe wspierała Was...

Statystyki

Odwiedziny: 1907293

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl