Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 041 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Amerykański film i faceci którzy nas wkurzają ( Knopfler w tle )

sobota, 28 lutego 2015 20:24

Sobota zaczęla się idealnie... seks o poranku... on potem na chwilę pojechał do pracy...dzwonił, co ma kupić w drodze powrotnej... miluśiński ... hmmm

 

faktycznie zrobił zakupy nadzwyczaj udane... sam z siebie... ( lubię to ) w moim zyciu zawsze ja targałam ,,, potem ja gotuję... siedzę z moją kochaną trojką w kuchni, on wpada...coś pali w kominie..w dupie mam większość rzeczywistosci ...czytaj... odkurzania i kurzy... same robią się co dnia i czasami same znikają ... mija czas... dusi się mięsko... ja obieram ukochane marchewki

 

On przyjeżdza, niczym kowboy, z trofeum... czyli zakupy z całkiem fajnej czerwonej lub niebieskiej sieci , za to go akurat lubię... mowię i mam... niby w amerykańskim filmie,. 

Tylko po co tyle złości potem?

Ja duszę bo nie smaże ostatnio....( zbyt duzy Misiak jest z Niego)

Prosze po obiedzie... spacer...

zero odzewu... słyszę chrapanie...

no cóz myslę?

czyli znów ja mam pole manewru... wtedy ....pojawia sie mail...

 

od eks...

 

wymówki ze nie zaplaciłam mu za podatek... ( i się zaczeło ... na dobre i złe ) 

bez sensu

Nic nie dała ta rozmowowa.

 

Potem Miś się obudził bez miodu,  i znów dostał po ryjku....bo  chciał spać a ja kazalam mu zmieniać lampę, byly problemy.... okolica posluchała jego złosci ( w rozmiarze 196  6 xxxl)  ale za chwilę śliczne żaróweczki nam zaświeciły, ...:-)

 

Bo nawet jak cholernie się wściekamy to jakoś damy radę , a ktoś kogo kochałam nad życie kiedyś napisał mi dziś że liczy na to że uwolni się ode mnie na zawsze...

 

Może to się mu uda,

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wiosennie....

wtorek, 17 lutego 2015 11:46

20150217_104412.jpg

Uczę się wstawiac obrazki heheh

 

Pomyślałam, że to zdjątko warto wrzucić, bo dziś pieknie świeci słoneczko, a pierwsze przebisniegi w mojej górzystej krainie to cud..

znów, niezłe zawirowania we wszystkim co się dzieje w moim życiu... oczywiście oprócz Wielkiego kochanego Niedzwiedzia... ale cóż, widocznie jestem wyjatkowo odporna na zmiany, i nie przeszkadza mi zmienianie adresów, mebli, wieszanie innych lamp, czy przewożenie ulubionych patelni...lub mebli... Nie ma stresu, jest dobrze a myslę że nawet lepiej...

Za oknem znówu nareszcie góry, za 5 minut jeziorko i pola... już czuję jak wsiadam na rowerek ..bo te narty mi w tym roku nie wyszły... ( osoby świadome mojej historii wiedzą jak trudno czasami wytrzymać...by ...) 

Dotyk skórzanej kierownicy to coś co kocham bardzo, ale czasami trzeba usiąść obok i przestać naciskać pedał gazu ...lub hamulca.

Więc lepiej poczuć siłę w nogach, wsiąść na rowerek, lub powłóczyć się po polach ...

Choróbsko dało mi tak popalić, że nie próbuje juz nawet wkładać butów narciarskich, zero kondycji ....

Czuję juz oddech wiosny, myslę że u was też się pojawia ... 

Czasami myslę, że napada mnie myśl o tym jak lata lecą... moja Córcia za kilka dni konczy 23 lata... jest bardzo samodzielna, mądra i idzie do przodu mocno.... Może trochę w tym mojej zasługi? twardej miłosci matki, która piła...choć starała się nigdy nie zaniedbywać ... Fakt, picie zabierało okazywanie uczuć, ...ale nigdy nie było brudno, chłodno i głodno. Wręcz przeciwnie... nadmiar innych przyjemnosci.... tylko, wiem to teraz, po latach ...jak bardzo chciałam wynagrodzić moje picie poprzez  pieniądze, prezenty,etc. Tej prawdy nauczyłam się pózniej. 

dziś po latach jest cudownie, nauczyłysmy się cieszyć normalnością, ale kiedyś nie pozwoliłam jej by podała mi kubek herbaty gdyby znalazła mnie pijaną...łazimy po sklepach, gadamy o naszych kotach, pająkach, które ona uwielbia i kupuje ...nawet te najbardziej jadowite... 

Kocham ją właśnie za te jej pasje, konie, pająki, króliki... 

Może ma to własnie z moich genów... 

 

A wiosna jej też pomoże..... bedzie cieplej i chetnie zrobię jej kilka zdjeć na koniu jej marzeń...

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Walę tynki czyli amerykańskie święto...?

niedziela, 15 lutego 2015 8:33

Walentynki...czyli lubimy lub nie?

Niby uważamy to za amerykanizm,,, ja akurat tego nienawidzę ( amerykanizmów w naszym języku) ale te walentynki jakoś im dłużej się pojawiają tym bardziej mi przynajmniej...

nawet lizak z serduszkiem  jest miły... nie musi być kolacja w knajpie.....

wczoraj Niedźwiadek pracował, ale nie zapomniał ....ze kocham żółte kwiaty...i choć nie ma jeszcze żonkili to są tulipany... Zaskoczył mnie totalnie, bo było ich mnóstwo...nigdy tyle nie dostałam...

Chciałabym wbić zdjęcie tu ale nie wiem jak...

A co do amerykanizmów... pamiętam kiedyś jak pracowałam w pewnym szanowanym banku... i pojawiła się pani menadzer ze stolicy z doświadczeniem z sitka ( dla niewtajemniczonych  CITI bank) i na pierwszym spotkaniu zaczeła od słów ' fokusowanie na cel, target etc... ja wstałam i zapytałam czy nie można po polsku?.... potem Monika... tak miała na imię, się zmieniła i nawet się polubiłysmy. Nadal jednak nie lubię amerykanizmów w naszej mowie, chyba że wymaga to specyfika zawodu... np informatyk.

 

mam nadzieję że moja córcia nie zacznie rżeć jak koń... bo to jej życie... stajnia i nowy jej własny konik :-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jak czasami niewiele potrzeba mi do szczęścia

sobota, 14 lutego 2015 8:57

Siedzę sobie w sobotni ranek przy kuchennym stole, moim kochanym stole choć w zupełnie innym miejscu...patrzę przez okno, za oknami góry:-) znowu nareszcie !  !!!   słoneczko świeci i z radia oczywiście płynie strumieniem Trójeczka...

Siedzę sobie spokojnie, pies chrapie delikatnie, kot siedzi na parapecie i "szczeka" kocim głosem na ptaki, które bezczelnie fruwają mu pod nosem...za szybą.

Prawie już nie kaszlę, co napawa mnie optymizmem, bo po miesiącu męczenia się mam naprawdę dosyć.

z żalem muszę przyznać, że nie udało mi się wybrać do Szklarskiej bo, tam Trójka od piątku... a ja zazwyczaj jezdziłam wszędzie gdy oni byli niedaleko... Ale wolę jeszcze nie ryzykować bo zmiana temperatur nadal kończy się kiepsko...

dziś jednak patrząc na to co za oknem ... nie uda się nie wyjść na długi spacer...

Takie nic niby, jak promienie słoneczka, lekki mrozik, ( mimo tęsknoty do nart)..  ale widok ( znowu nareszcie ) gór zza okna, brak hałasu miasta, radio które kocham... głosy które powodują , że wraca uczucie ciepła, czegoś nieokreślonego...

Może ten post jest o niczym ale czuję w sobie energię i optymizm, którego od pewnego czasu mi brakowało...pewnie przez tą niemoc organizmu...i brak siły na cokolwiek...

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zmora naszych czasów, czyli publiczna "służba" zdrowia

poniedziałek, 09 lutego 2015 11:16

Zastanawiam się ostatnio co znaczy słowo służba, bo służba to policja, straż pożarna...ale służba zdrowia...? 

Kto tu komu służy?, 

Od pewnego czasu ledwo "dycham"...najpierw krtań, potem angina ( której w zyciu nigdy nie miałam)..teraz wciąż kaszlę tak jakbym wypalała trzy paczki "mocnych" w ciągu godziny...

Ból, wkurwienie na całokształt, zmuszanie się by coś zrobic...

Poszłam więc jakiś czas temu do lekarza... w związku z tym, że ostatnio dosyć czesto zmieniałam przychodnie, ( z których zresztą korzystałam tylko by dostać receptę na leki cisnieniowe) Przychodnia tuż za rogiem, ja 39 st prawie gorączki... i co słyszę ? Mam się pocałować w nos, bo wykorzystali już limit NA TEN ROK!!!!!! w przyjmowaniu nowych pacjentów.... 

Pytam śliczną wymalowaną lalunie w recepcji.... cała rozdygotana, trzęsąca się  - co mam zrobić?...że może prywatnie ? .. bo muszę dostać jakieś leki zanim wypluję płuca...( prawie zdarłam już gardło do krwi z kaszlu) 

Lalunia spojrzała zza sztucznych rzęs...i odparła, - prywatnie to proszę pod siódemkę...50 złotych....

Dowlokłam się tam i usiadłam ... przez chwilę pomyślałam... kurcze..przecież jestem ubezpieczona, zus kradnie mi co miesiąc kasę a ja do internisty nie mogę się dostać raz na dwa lata...

Lekarz okazał się przynajmniej konkretny i zbadał jak trzeba... przepisał zastrzyki...i kazał wrócić bym od razu dostała w dupę...

więc starciłam kolejną stówę na zastrzyki w aptece i nawet nie próbowałam wykupic wszystkiego bo w domu miałam już podobne syropy a chyba wydałabym z 300 ...

Znów pomyślałam sobie - kocham Zus...i wrociłam ostatnimi siłami do przychodni...A tu zonk...:-)... Proszę o zastrzyk...i słyszę --- piętnascie złotych... Aż chyba temperatura mi spadła, albo cisnienie osiągneło zenit...Słucham??? za co, przecież jestem ubezpieczona?

Usłyszałam... ale nie jest Pani naszą pacjentką...

Gdybym miała nóż, to by mi się w kieszeni otworzył...

Koniec końców trafiłam do przychodni gdzie łaskawie mnie zapisali...i dali w dupę...( tzn zrobili injekcję - tak się to chyba fachowo nazywa )

Tak mnie ta kochana publiczna ??? słuzba zdrowia wku...a że kupiłam sobie prywatne ubezpieczenie zdrowotne i zamierzam na maksa teraz robić badania wszelakie... od okulisty, przez neurologa przez wszystkie morfologie, hormony, aspaty etc....

 

Liczę, że dobry humor wróci i zabierze ten paskudny kaszel... bo chyba zacznę palić ...

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

poniedziałek, 23 października 2017

Licznik odwiedzin:  1 907 319  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

O moim bloogu

Trudna droga wychodzenia z nałogu,radości i smak porażek.Kobiety nie bójmy się leczyc!

O mnie

Możecie o tym nie wiedziec, ale spotkaliscie mnie już, na ulicy, w knajpkach,restauracjach, Trzydziestoparoletnia,elegancka, typowa kobieta sukcesu. Niczym się nie różnię, ale kiedy wypijam drinka nie kończę na butelce. Wracam do domu by spokojnie dopijac w samotności...
Tak było. Teraz trzeźwieję. Droga to trudna ale warto. Musiałam dobic do dna aby się o tym przekonac. Wspierajcie mnie ja będe wspierała Was...

Statystyki

Odwiedziny: 1907319

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl