Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 041 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wódko pozwól życ...!

poniedziałek, 14 lutego 2011 20:45

Jade sobie samochodem, mijam sklepy i zastanawiam sie gdzie powinnam jeszcze pojechac zeby znalezc taki, w którym nigdy nie kupiłam alkoholu... Gmatwanina mysli, czy potrafię zatuszowac swoje picie?, czy patrząca na mnie sprzedawczyni zastanawia sie dlaczego o 9 rano elegancko wygladajaca kobieta pachnąca Chanell kupuje malą butelkę wódki, sok pomidorowy i jakąś bagietkę?... nie wiem czy sie zastanawia ale ja sie zastanawiam i wychodzę z uśmiechem mowiąc - dziękuję. Co czuję? czy ona wie że ja wiem że ona wie? co to jest wstyd, czy ja go czuję? wiem ze jutro rano wybiorę inny sklep, nadłożę nieco drogi ale to"przeciez nie wypada" kupowac codziennie rano butelkę wódki w tym samym sklepie...

czy znacie taki scenariusz? jesli nie jest identyczny to pewnie znajdziecie dużo podobienstw... Takie krętactwo mamy we krwi, w naszym przepitym zniszczonym mózgu. wydaje nam się ze jestesmy genialni w oszukiwaniu innych, a tak naprawdę oszukujemy samych siebie, stwarzamy iluzję iz nic sie przeciez nie dzieje, ze przeciez to najzupełniej normalne gdy człowiek rano nie kupuje swieżego pieczywa tylko dwiescie gram czystej lub kolorowej wódki.

 Czy mozna to przerwac?, kiedy dajemy rade powiedziec stop? kazdy ma swoj czas. Jeśli ktos się leczył tak jak ja i zna prawa i zaleznosci w tym piep....m nalogu wie dokładnie że zapicie nalezy do choroby, i moze zdarzyc sie kazdemu, ale trzeba natychmiast przerwac i znależc sposób, by nie napic sie kolejnego dnia i kolejnego choc boli dusza i ciało, a mózg wyraznie woła....dajcie mi wódki.... Kazdy sposob jest dobry by przeczekac ten głód. Uwierzcie ... jeden , drugi i trzecie dzien .,... a potem juz ciało tak nie woła ....i uspokajaja sie zmysły. Kazdy z was powinien znależc sobie taki sposob. Ja nie wychodzę z domu. bo wiem ze gdy znajde sie w okolicy sklepu to moje zmysły wyczują jak tropiacy pies dostęp do alkoholu i moje ciało zachowa sie jakbym była psem na slepo bięgnącym za sarniną  by ją dopaśc... tak ja bedę nieswiadomie brnęla w picie.  Aż zeslabnę, z braku łaknienia, z braku chęci do czegokolwiek, uwiklana w szpony swojej alkoholowej błogonieswiadomosci....

 

a co potem? następny ranek, placz, smutkek, zgryz , zawalone terminy, wyłączony telefon, strach przed nadchodząca godziną i droga do nikad.

jeszcze kiedyś miałam czas, wydawało mi się że jakbym zapiła to się podniosę, że jestem super zdrowa i "przeciez inni alkoholicy umierają na zawały, trzustke, watrobe " ci "gorsi" starsi itd... a teraz? co myśle teraz? że juz nie mam czasu na podnoszenie się, na zaczynanie od nowa, na próbowanie czy aby mnie nie dopadnie zawał czy polineuropatia ( ktorej boje sie jak ognia)... I juz nie spieram się czy jestem alkoholiczką, bo jestem. Nie próbuję przechytrzac choroby, kóra i tak zawsze bierze górę... Nie chcę ryzykowac , chcę Życ - mam dla kogo. jestem wciąz atrakcyjna, aktywna, spełniona i pełna sexu. Dlaczego mam się zabijac dla lampki wina czy szklanki whisky?... Ten sam odjazd mam z moim fantastycznym facetem stuprocentowo na trzeźwo. a do tego rano ... piękne nieprzekrwione oczy i chę do zycia...

Poniżej zacytuję list ( K. wybacz - ale byc może to komuś pomoże), list od kogos kto rok temu do mnie napisał i napisał równiez kilka dni temu .... List ten jest jeszcze jednym ostrzeżeniem dla Was , dziewczyny, kobiety, matki, zony i kochanki, bizneswomanki i dla reszty...

"Zobacz, mija rok

"

zostawiam Was z tym pytaniem.... czy można upaśc niżej...

wasza mad

> KB> a ja pograżam sie jeszcze bardziej.
> KB> Byłam na kilku sesjach z terapeuta,
> KB> ale nie podobało mi sie.
> KB> było koszmarnie. wyrzuty sumienia.
> KB> bezsensu.
> KB> wczoraj 9 lutego pojechałam do stolicy załatwiac sprawy zawodowe.
> KB> zapiłam
> KB> w 3 knajpach,
> KB> wracałam na dworzec, potykałam sie o wszystko, az sie przewróciłam na
> KB> twarz. taka pijana byłam ktos mi pomógł wstac.
> KB> jakis pan ze mna rozmnawiał, mówił, ze jest Sw, Andrzejem.
> KB> Przeszłam wczoraj jakis koszmar. dzisiaj leze w łózku, mam poranione
> KB> czoło, zdarta skóre, rane i limaka pod okiem. koszmar.
> KB> można upaśc jeszcze niżej?

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Czym są lata 80...

czwartek, 03 lutego 2011 20:52

Czasami mnie napada.... powrót do przeszłości... włączam radio lat 80, albo na jutiubie jakies widiooo...

I już mam ochote na te smieszne ruchy w tańcu, i mam wrażenie że te 20 lat nie mineło..., bo pamietam kazdy szczegół z dyskoteki która trwała do 23 i jakbym sie spóżniła do domu to miałabym szlaban na miesiąc... ale cóż...taki lajf...

słucham Neny...mojej idolki kiedys i zresztą nadal ją uwielbiam, jej ostatnia płyta nie wychodzi z mojego radia z auta od conajmniej kilku mcy.... a jak ona wygląda...ech... to dzięki niej uczyłam sie niemieckiego...i nadal znam jej piosenki na pamięc... Vollmond, ich blieb im bett... och.. tyle wspomnień, za dużo by pisac , za duzo by sie dzielić milosciami, itd...

pamietam sciane w moim pokoju- plakaty z Bravo - niedostepnego w Polsce w tamtych czasach, ... co stało sie z moimi przyjaciółmi z tamtego czasu? ktoś tu ktoś w Australii... a ja? immer weiter....jak spiewa Nena...

czy to że sięgam w tamte czasy muzyczne to źle? chyba nie, czuję sie troche dziwnie ostatnio, i chyba szukam jakiegoś środka żeby nie mysleć o piciu. Spoglądam na zycie, na innych , jak sie im układa i dziękuje Bogu że ja nawet jak sie potykam to wstaję...grade ausssss


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

poniedziałek, 23 października 2017

Licznik odwiedzin:  1 907 308  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

O moim bloogu

Trudna droga wychodzenia z nałogu,radości i smak porażek.Kobiety nie bójmy się leczyc!

O mnie

Możecie o tym nie wiedziec, ale spotkaliscie mnie już, na ulicy, w knajpkach,restauracjach, Trzydziestoparoletnia,elegancka, typowa kobieta sukcesu. Niczym się nie różnię, ale kiedy wypijam drinka nie kończę na butelce. Wracam do domu by spokojnie dopijac w samotności...
Tak było. Teraz trzeźwieję. Droga to trudna ale warto. Musiałam dobic do dna aby się o tym przekonac. Wspierajcie mnie ja będe wspierała Was...

Statystyki

Odwiedziny: 1907308

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl