Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 137 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jak dobrze mieć sąsiada

sobota, 18 lutego 2017 11:26

Lubię sie przeprowadzać, Zawsze można poznać nowych ludzi...

Mam fajową sąsiadkę, drzwi obok...

7 rano , ja wracam z psami i ktoś puka... ja taka troszkę w dresiku i bez makijażu ... a tu moja sąsiadka ...pani 55 plus ale fajna kobietka. i mówi.. proszę daj mi jakiegoś papieroska i ognia bo ten mój wredny mąż wyszedł , pojechał i zostawił mnie bez kluczy a wiedział, że też idę z psem...

i zaprosiłam sąsiadkę do siebie,  psy się zaprzyjaźniły. 

a chwilę temu byłam na zakupach w pobliskim markecie na L i pod domem starsza pani obcina jakieś drzewka... chyba wiosna ...i też się zagadałyśmy

nie wiem, co ze mną, ale chyba lubie rozmawiać z ludzmi. o bzdetach o niczym  istotnym

smiejemy się jak mijamy się na spacerach z psami, nasz specerniak jest wspólny. 

Dziwne , ale sie nie znamy, ale sie uśmiechamy i kłaniamy, mówiąc dzien dobry. Ale naj jest pewna pani, nie wiem czy dozorczyni ale od dawna co rano zamiata chodniki i już sobie mówimy dzien dobry ...moja mała Tosia zawsze szczeka ale owczarka jest wyrozumiała.

.

Zyczę miłego łikendu. biore sie za kotlety . Wasza Mad


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

na nowo i po staremu Nena w tle

wtorek, 14 lutego 2017 9:09

No może nie wiadomo, bo wzieło mnie na muzykę z lat starych. Nene kocham od zawsze, wychowałam się na balonikach, na Leuchttrum, i płytach, z Satteliten Stad itd...miałam , je wszystkie przywiezione vinylowe z Niemiec tzn z RFN wtedy... chyba została mi miłość do niemieckiego od tamtego czasu. Wprawdzie nie mówię biegle, ale jak dziś rano szłam z psami na spacer, to w głowie pojawiły mi się słowa, zdania...Nie wiem, czy to normalne, ale z włoskim też tak mam. Nigdy tak na jakiś kursach się nie uczyłam, ale spokojnie się potrafię dogadac, rozumiem wszystko, no oprócz polityki....

Przypomniałam sobie, no może nie powinnam pisać, ale napiszę... dawno temu, jak poznawałam mojego eks męża... siedziałam sobie przy barze w dyskotece...i piłam bourbona, obok siedział fajny ktoś i powiedział coś do mnie po angielsku... uśmiechnełam się bo mój angielski był na bardzo wysokim poziomie... zaczeliśmy rozmawiać...okazało się że to gość z Australii. Powiedział mi wtedy , że mój akcent i wymowa jest idealna. Uśmiechnełam się.

Może to zasługa tego, że łaciny się w LO człowiek uczył? Kuło by mieć 4 , ale ci co mieli u naszej łacinniczki 4 dostawali się na medycynę bez problemu.

150 przysłów, 50 zwrotów , preparacje tekstów. raz na dwa tygodnie.. szkoda, że łaciny nie ma już obowiązkowej. To jednak człowieka uszlachetniało w pewien sposób. Jak czytam książki Marka Krajewskiego to komisarz Popielski zawsze tą łaciną gdzieś się wtrąca. Fajnie jest wiedzieć co to oznacza. Cały czas mam na półce Myśli Horacego, często czytam. Do dziś znam mowę Katylina na pamięć, o Pater Noster nie wspomnę...

Rozmawiałam wczoraj z Przyjaciolką z lat małolackich...Dawno się nie widziałyśmy, bo dzieli nas 300 km ale dzwonimy do siebie często. Mieszkałyśmy na tym samym osiedlu, w blokach. Razem zaczynałyśmy włóczenie się po dyskotekach w wieku 17 lat. Tysiące chwil było naszych, obie zakochane w Nenie, a potem we włoskiej muzyce. Ona zresztą ma męża Włocha...pamiętam, jak go poznała. Siedziałyśmy sobie w knajpce, nawet nie wieczorem, bo ja na rowerku przyjechałam... maj to chyba był. Ona już była tłumaczką w Fiat, ja tylko tłumaczyłam dla dwóch dyrektorów, i nagle przyszło czterech z moich znajomych Włochów, no i Dario...( heheh jej mąż teraz) zaczeliśmy rozmawiać, jeść i zaiskrzyło między nimi. Fajnie, bo ja wtedy byłam już po rozwodzie jakoś a ona moja rówieśniczka nadal wolna była. No i się im udało. 

Tak piszę bez składu i ładu, ale czasami człowiek musi inaczej się udusi ...z tymi myślami, które się kłębią w głowie. 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Smutek

środa, 04 stycznia 2017 22:11

Nie mam słów... smutek, zabił mi okna. Nie chcę żalić się, wywalać słow do kosza. Nie wiem kiedy się odezwę.
Najlepiej wcale bym nic nie mówiła. Zero alko tylko prochy. Na deprechę. Kiepsko ze mną. Płaczę i zaciskam dłonie. Słucham muzyki, oglądam coś w tv.....idę z psami na spacer bo to mnie podnosi z łóżka.Nie wiem ...co będzie. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

święta i ten zajebisty chaos ( eddie bri..w tle )

czwartek, 15 grudnia 2016 12:30

Poszłam jak co tydzień na targ za rogiem, kocham ten targ... normalne obsrane jajka, które mogę ugotować na miękko... mleko które ma śmietanę i tak dalej... a kapustę kiszoną to kupuję tam od jednego chłopa...i nie wiem czy teraz się depcze by kisić...ale pyszna taka, że nie dojdę do domu a połowę zjem...potem Owczarka wcina... 

ale nie o tym miało być

święta... chce mi się pić... wciąć być na rauszu czy jak to zwać... kiedyś poznałam kogoś kto miał na terapii za zadanie napisać 50 zdań typu : bo szkłem przejdzie"... napisał sto więcej... 

Hmmm. Mnie jednak jak co roku męczy nienawiść do świąt.. odkąd ten bóg, może siła wyższa odebrała mi Mamę to i choćby super ksiądz dał mi rózaniec z Medjugorje ( bo ostatnio dostałam od super młodego księdza ) to nadal mam doły. 

Pamiętam święta dziecinne, ...czekało się by odsłonić firankę i zobaczyć czy gwiazdka jest ...potem prezenty... gdy żyła moja babcia... potem bawiliśmy się w święta jak moja córcia była mała... a my w kuchni gotując barszcz łączyłyśmy martini z wodą..., dlaczego ? bo lubiłam, mając 25 lat lubiłam delikatny rausz, nie, nie upijałam się, bawiłam się alkoholem, smażeniem tych ryb ... robieniem sałatki... wtedy było to takie niewinne... potem gdy tyle się zmieniło... smażenie ryb stało się obowiązkiem ...dla 15 osób.. bo sobie tak siostry wymyśliły ( siostry eks ...nie zakonne) plus barszcz , sałatka.. bo ja niby miałam czas... Nienawidziłam tych durnych posiadówek od 10 do 19 przy żarciu... urywałam się czasem, przy ogólnym zgorszeniu...i wracałam do domu , by usiąść w fotelu, w którym właśnie siedzę, choć nie w starym domu... 

Nie wiem co znaczy magia świąt, szaleństwo głupoty w wydawaniu pieniędzy...czy potrzebujemy takich rzeczy? męczenia się? stania w kolejkach , sprawiania na siłę przyjemności?  Ja nie lubię i głeboko mam gdzieś całe te dwa dni... szkoda że brak śniegu...bo narty ostre, a mój były  przysłał mi pozdrowienia z Alp... no cóż Gopr go wysłał... ( frankcly... moje wstawiennictwo bo do Gopr nie da się wejsć bez poręczenia)  niech mu snieżek za mnie w doły nart wejdzie heheh i gogle przymarzną...:-)

Troche zatęskniłam za górami, ale kolana kiepsko...odnalazłam swoje okulary Julbo , w których zdobywałam Górę Europy czyli Blanca... powinnam je sprzedać, może komuś posłużą, a są normalnie dosyć drogie... a może zostawię? by gdy zobaczę je kiedyś to pomyślę ....byłam tam z nimi...

Reasumując siedząc gdzieś w pustym barze na rogu mej ulicy...jak śpiewa Edyta Bartosiewicz...ale jest we mnie coś...

Już pisałam?, że nie chcę świąt... choć mam pierogi w tle.. ciasto pewnie też.. znów chcę uciekać... kupić wino i uciekać....zabrać psa i...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Ból fizyczny

piątek, 09 grudnia 2016 21:51

Słucham listy w Trójce, i coraz bardziej wkurwia mnie to co robi polityka z tym moim ukochanym radiem, komu teraz ufać...nigdy nie wchodziłam na tematy takie polityczne, ale teraz to wywołuje we mnie złość, i co za tym idzie glód.  Chce mi się upić ze złości ...złości nie przerobionej do końca na warsztatach

Leże sobię i słucham radia i dużo agresywnej muzyki teraz, co nie znaczy że nie lubię ....bo czekam na koncert kochanego Aerosmith ...ale martwi mnie to upolitykowanie radia skoro tyle ludzi słuchaczy protestuje . 

Mam w sobie znów to samo jak co roku o te porze. święta... całe szczęście że tym razem w weekend i tak szybko... nie będę już pisała po raz wtórny, że nie lubię świąt.. tego cholernego biegu po karpia, po chałkę i klejenie pierogów... 

Nie lubię i tyle

w Tym roku nareszcie mam spokój. 

nie musimy na siłę kupować dla pozoru choinki 

nie mordujemy karpia

nie musze kleić pierogów. nienawidzę!

znikamy sobie ...

i w dup...mamy całe święta

dla mnie święta skończyły się gdy ten on czyli bóg zabrał mi Mamę i nie wrócą nigdy.... kiedyś a zazwyczaj zawsze na naszych mitingach w grudniu wywalałam ten ból...i tkwi nadal. 

Nie lubię świąt, wybaczcie jeśli kogoś uraziłam, ale taka moja natura, walę prosto w twarz. 

Byłam ostatnio przypadkiem w kosciele... jakiś miesiąc temu... weszłam. msza ...posiedziałam, ...płakałam podszedł do mnie młody ksiądz po mszy...przyniósł chusteczki...wytarłam się, wygarnełam mu że jestem wkurzona na życie na mój nałóg...i wiecie co? przyniósł mi różaniec ...taki specjalny...i choć mam opory to mam go razem z ukochaną biblią Tysiąclecia na parapecie.nad  łóżkiem... wziąć?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  1 792 582  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

O moim bloogu

Trudna droga wychodzenia z nałogu,radości i smak porażek.Kobiety nie bójmy się leczyc!

O mnie

Możecie o tym nie wiedziec, ale spotkaliscie mnie już, na ulicy, w knajpkach,restauracjach, Trzydziestoparoletnia,elegancka, typowa kobieta sukcesu. Niczym się nie różnię, ale kiedy wypijam drinka nie kończę na butelce. Wracam do domu by spokojnie dopijac w samotności...
Tak było. Teraz trzeźwieję. Droga to trudna ale warto. Musiałam dobic do dna aby się o tym przekonac. Wspierajcie mnie ja będe wspierała Was...

Statystyki

Odwiedziny: 1792582

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl